Czy da się szybko schudnąć?

Ostatnio pisałam o historii Kasi, która uważała, że je bardzo mało, a mimo wszystko dziwnym trafem nie chudła. Wręcz przeciwnie, czasami waga pokazywała nawet nieco więcej kilogramów. Dzisiaj opowiem historię Oli, 25-letniej studentki, która chcąc uzyskać idealną figurę do wakacji, zgłosiła się do dietetyka. Ola jest trochę niecierpliwa, chcąc szybko schudnąć, postanowiła przyspieszyć cały proces. Jaki efekt to dało? Przeczytajcie.

Kim jest nasza bohaterka?

Ola ma 25 lat. Jeszcze studiuje, ale to ostatnie miesiące. Po obronie pracy postanowiła wyruszyć w długą podróż po ciepłych krajach, żeby wylegiwać się na słońcu i kąpać w basenach. Wycieczkę planuje od pół roku wraz z przyjaciółką, jej chłopakiem i pewnym Przystojnym Przyjacielem Chłopaka Przyjaciółki* (uff, ciężko, polecam rozpisać!), który od dłuższego czasu Oli się podoba (i chyba ze wzajemnością). Tak więc Ola chce wyglądać jak najlepiej i zrzucić kilka zbędnych kilogramów.

Ola nie jest gruba, chociaż czasem zdarza się jej tak o sobie myśleć (a komu nie?), jednak przez okres studiów przybyło jej kilka kilogramów i trochę balansuje na granicy nadwagi. Wiecie jak to jest — przyjaciółka z grupy tych, co po dwóch pizzach i słoiku Nutelli obserwuje raczej spadek wagi niż wzrost, a patrząc na nią zastanawiasz się, czy fotoszopują już ludzi w realu. Do tego dwóch przystojniaków. No i Ola, która nie widzi swoich obłędnych zielonych oczu i ponętnego biustu (ach, ile jeszcze zalet by można wymieniać), tylko to, że jej nogi są grubsze od innych nóg, a brzuch nie jest dostatecznie płaski.

Ola stwierdziła, że się zasiedziała i musi coś z tym zrobić, żeby wyglądać tak obłędnie, jak przyjaciółka. Dodatkowym motywatorem jest oczywiście PPCP*. Postanawia więc wybrać się do dietetyka, bo nie wierzy w te wszystkie „diety cud”, o których można przeczytać w Internecie (brawo Ola!).

Zawiedziona Ola

Wizyta u dietetyka przebiega klasycznie — pomiary, wywiad, pytania, odpowiedzi. Ola się trochę krzywi, bo słyszy, że zdrowa utrata wagi to między 0,5-1 kg tygodniowo. Jej mina wyraża całkowitą dezaprobatę w momencie, gdy dietetyk dochodzi do magicznych słów „aktywność fizyczna” i informuje, że w zasadzie Oli wystarczy schudnąć 5 kg, a nie 10 kg, jak by chciała.

Ola jest niepocieszona. Nie ma czasu chudnąć 0,5 kg tygodniowo. Nie lubi chodzić na siłownię. Przede wszystkim jednak uważa, że koniecznie musi schudnąć te 10 kg, żeby PPCP* się nią zachwycił.

Po kilku dniach od wizyty Ola dostaje rozpiskę posiłków i zaczyna swoją przygodę z odchudzaniem. Mijają dni, czuje się nieco niepewnie — ciągle chodzi najedzona, a patrząc na siebie przed lustrem, nie widzi spektakularnych efektów. W zasadzie żadnych efektów nie widzi. Po dwóch tygodniach zgłasza się do dietetyka — na wadze -3 kg.

Zapadła decyzja — mniejsze posiłki

Niestety Ola szybko się zniechęca. Waga zmniejsza się powoli, nie chce jej się iść na siłownię… A wyjazd zbliża się nieubłaganie. Niepokoi ją to, że chodzi najedzona — czy to nie oznacza, że je za dużo?

Postanawia proces trochę przyspieszyć i zmniejszyć ilość jedzenia. Tu trochę mniej kaszy, tu trochę mniej oliwy, a po co ten jogurt z owocami… Widzi efekty swojej decyzji i mimo że dietetyk jest zaniepokojony przyspieszeniem spadku wagi i ostrzega ją przed konsekwencjami, Ola dalej zmniejsza porcje.

Czas nie jest przyjacielem w odchudzaniu

Przychodzi koniec roku akademickiego, zaliczenia, sesja i obrona pracy. Ola jest zabiegana — nie może sobie pozwolić na żadne opóźnienia. Skupia się maksymalnie na uczelni. Czas nie jest jej przyjacielem — pędzi, jest go mało. Ola odwołała ostatnią wizytę u dietetyka i na następną pewnie też nie będzie miała czasu. Korzysta więc z wcześniejszych jadłospisów, bo dalej nie jest zadowolona ze swojej sylwetki.

Koniec roku akademickiego to ciężki czas dla Oli. Dużo stresu, mało czasu. Nie ma kiedy robić sobie jedzenia na uczelnie, a stres sprawia, że nie odczuwa aż tak bardzo głodu. Bardzo często pomija posiłki, nawet nie sprawdza, ile w ciągu dnia zjada.

Przychodzi czas wycieczki

Obrona i zaliczenia poszły świetnie. Dziewczyna jest zmęczona, ale mówi sobie, że to naturalne, w końcu taki ciężki okres miała! Przyjaciółka śmieje się, że Ola trochę znika w oczach — to chyba dobra rzecz, efekty widać diety, prawda…? Kilka dni przed wyjazdem, gdy jest spokój, Ola postanawia trochę odpocząć i odespać, bo ciągle chodzi zmęczona.

W końcu przychodzi upragniony moment wyjazdu. Wszyscy zadowoleni wyruszają na wycieczkę. Ola wkłada kusą sukienkę, która podkreśla jej nową figurę. Trochę z zazdrością patrzy na lśniące włosy przyjaciółki i długie, pomalowane paznokcie. Swoje włosy niedawno ścięła do ramion, bo strasznie zaczęły wypadać. Paznokci też nie udaje jej się zapuścić, bo bardzo się łamią. Postanawia po powrocie zrobić sobie żele — przecież nie można mieć wszystkiego.

Gdy docierają do hotelu, wszyscy planują pierwsze soki do basenu i opalanie. Jest gorąco. Ola musi się chwile zdrzemnąć po podróży, więc mówi, że później dojdzie na basen. W pokoju dziewczyny się przebierają w stroje i przyjaciółka komplementuje wielką zmianę w figurze Oli… Ale ona nie jest zadowolona. Ze smutkiem patrzy na figurę przyjaciółki, a gdy ta wychodzi, pierwszy raz od dłuższego czasu przegląda się sobie w skąpym stroju w lustrze.

Ola nie jest zadowolona ze swojego wyglądu

Co widzi?

Przede wszystkim widzi, że mocno schudła. O dziwo, nie podoba się sobie. Skóra jest jakby sflaczała, przybrała niezdrowy kolorOpalę się, jestem po prostu blada! myśli Ola. Jednak jej twarz wyraża przede wszystkim zmęczenie. Włosy są oklapnięte, a w wielu miejscach skóra jest przesuszona. Mimo intensywnego kremowania często ma uczucie ściągnięcia i napięcia. Mimo że jest lato i jest gorąco, Ola pociąga nosem. Czyżby się przeziębiła? Ta klimatyzacja w pokoju na pewno jej nie pomoże.

 

Co się stało z Olą?

No właśnie. Dlaczego Ola nie podoba się sobie? Stres? Niska samoocena? Przyczyn oczywiście może być wiele, ale na pewno wpływ miało na to… złe podejście do diety i utraty wagi.

Przede wszystkim Ola pomimo rad od specjalisty, schudła więcej niż powinna. Tak jak wcześniej balansowała na granicy nadwagi, teraz balansuje na granicy niedowagi. Trzeba pamiętać, że dietetycy nie mówią złośliwie, że utrata wagi nie powinna być zbyt duża — na naszą sylwetkę składają się w końcu nie tylko kilogramy, ale też obwodu, ilość mięśni i ilość tłuszczu. Można schudnąć 10 kg i wyglądać (i się czuć) jak Ola albo schudnąć 5 kg, zrzucić sporo tłuszczu i przybrać tkanki mięśniowej i wyglądać jak jej przyjaciółka. Ola popełniła błąd, gdy tak mocno ograniczyła przyjmowanie kalorii i nie poinformowała o tym dietetyka.

Co się dzieje, gdy obcinamy sami kalorie?

Jeśli nie dojadamy posiłków, są one dla nas za duże lub nie mamy czasu aż tak często jeść, jak zaplanował nam dietetyk — koniecznie to powiedzmy. Nie powinniśmy samodzielnie obcinać posiłków, bo jadłospis jest ułożony tak, żeby kalorie były dostarczane w odpowiedni sposób w ciągu dnia. Dietetyk jest w stanie dostosować ilość posiłków do naszych preferencji i stylu życia, nawet jeśli ma być ich 3, a nie 5. Tylko musi o tym wiedzieć. Tak samo jest, jeśli chodzi o objętość posiłków — jeśli są za duże, można je rozdzielić na mniejsze, a jeśli nie mamy czasu żeby jeść częściej, dietetyk może ułożyć jadłospis zawierający dania o mniejszej objętości, ale większej kaloryczności (tak, żeby się w sumie wszystko zgadzało).

Samodzielne usuwanie posiłków, czy niedojadanie produktów kończy się przede wszystkim tym, że ilość kalorii jaką sobie dostarczamy, zmniejsza się. Czasem to nieznaczna różnica, a czasami w posiłku, który pomijamy nie tylko jest odpowiednio dużo kalorii, ale też niezbędne składniki odżywcze. Nie mając wiedzy, możemy pozbawić się odpowiedniej ilości białek, węglowodanów, czy cennych tłuszczy – nie mówiąc o witaminach i innych mikro i makroskładnikach. Nie wiemy w takich sytuacjach też, ile kalorii spożywamy, a możemy obciąć przecież ich za dużo – i efekty będą takie jak przy diecie 1000 kcal. Broń Boże nie powinniśmy schodzić niżej niż nasze PPM (Podstawowa Przemiana Materii).

Oczywiście u Oli można jeszcze wiele rzeczy wyróżnić, które przyczyniły się do słabego stanu jej organizmu – przemęczenie, długotrwały stres, brak aktywności fizycznej. Prawdopodobnie przez brak czasu jej posiłki nie były zbyt urozmaicone, więc możemy założyć małą ilość pewnych składników odżywczych…

Różnorodność to witaminy

Chcesz szybko schudnąć? Zaprzyjaźnij się „efektem jojo”

Oczywiście warto wspomnieć o tym nieszczęsnym aspekcie szybkiego chudnięcia, jakim jest efekt jojo. Tak, teraz grono osób powie „a ja schudłem/łam szybko i nie miałam efektu jojo!„. Pytanie – na co to jest dowód? Na to, że Oli kilogramy nie wrócą, a Zosia będzie już zawsze taka szczupła? Czy może tego, że akurat tym osobom w tym momencie się poszczęściło? Czy skoro mi kilogramy wróciły, to jestem dowodem na to, że u wszystkich tak będzie? :)

Nie bez powodu dietetycy radzą stopniowe i spokojne odchudzanie, bo jest to proces, który trzeba utrwalić. Żeby organizm wykorzystał to, co jest odłożone, musi się tego nauczyć, a skubaniec nie chce! Pamiętajcie, że odchudzanie jest związane z obniżeniem kaloryczności. Później, najczęściej samoistnie, gdy już tak mocno nie trzymamy się wytyczonych jadłospisów (a korzystamy z nabytej wiedzy), ta kaloryczność się zwiększa. Im większa różnica między obydwoma wartościami, tym gorzej dla naszej wagi. Bo dla organizmu to po prostu nadwyżka.

Im mniej obniżymy, tym wolniej będziemy chudnąć, ale jest większa szansa, że przy takiej wartości kalorii już zostaniemy, albo zwiększy się ona nieznacznie. I ominiemy jojo.

Jest dobry sposób na zwiększenie deficytu

W momencie, gdy zmniejszyliśmy już ilość kalorii jaką spożywamy, waga spadała, aż w końcu postanowiła zatrzymać się w miejscu, jest jeden dobry sposób, który pozwoli nam na „rozruszanie” jej ponownie. Przedstawiam Państwu… tam ta dam… ćwiczenia!

Dlaczego? Wyobraźmy sobie, że Ola maj 25 lat, 165 cm wzrostu i waży 60 kg. Jej podstawowe zapotrzebowanie to około 1400 kcal. Poniżej tej wartości nie powinna schodzić, ale najlepiej jakby się też do niej nie zbliżała zbytnio. Jej całkowite zapotrzebowanie (dzienne), takie, żeby ani nie chudła, ani nie tyła to około 2000 kcal, bo niespecjalnie jest aktywna. Dietetyk obcina Oli kalorie do 1600 kcal. Różnica to 400 kcal.

Jeśli Ola chciałaby trochę podkręcić chudnięcie, mogłaby zacząć ćwiczyć, zamiast przestać jeść. Co by się wtedy stało? Dzienne zapotrzebowanie na kalorie dla Oli wynosiłoby około 2250 kcal, co dawałoby różnicę prawie 700 kcal. Przy średniej aktywności fizycznej! Dalej nie przekraczałaby tej minimalnej wartości, jaka jest jej potrzebna do prawidłowego funkcjonowania.

Żeby to zobrazować, mniej więcej 7000 kcal to utrata 1 kg. Widzimy więc, że przy deficycie 700 kcal 1 kg będziemy mogli schudnąć w około 10 dni.

Z rozsądkiem

Oczywiście aktywność fizyczną też trzeba dawkować sobie rozsądnie. Osoba, która nigdy nie ćwiczyła (albo od bardzo dawna) nie powinna nagle zaczynać chodzić codziennie na siłownię i spędzać tam 4 godzin. Pamiętajcie też, że przy bardzo wysokiej aktywności fizycznej trzeba też w pewnym momencie zwiększać kaloryczność, więc to nigdy nie będzie tak, że deficyt można zwiększać w nieskończoność. Podejdźcie do tematu z rozsądkiem!

Podpis

 

 

A Wam zdarzało się „nie dojadać” tego, co zaplanował Wam dietetyk?