Jak przetrwać święta bez dodatkowych kilogramów?

Jak przetrwać święta bez dodatkowych kilogramów?

Święta! Wspaniały rodzinny czas, bogato zastawiony stół, pierwsza gwiazdka, prezenty… Komu ten czas nie kojarzy się miło? Mogę się założyć, że osoby, które właśnie zaczęły przygodę z odchudzaniem lub zdrową dietą nieco drżą na myśl o konfrontacji z ciocią Halinką z jej tłustymi wypiekami i babcią Zosią ze smażonymi na głębokim tłuszczu, panierowanymi kotlecikami. Jak przetrwać święta i te wszystkie ciężkie kolacje, niewygodne rozmowy o naszej diecie?

Czas Świąt to czas trudny – piękny zarazem, ale i kłopotliwy. Nie tylko ze względów dietetycznych, ale też przygotowania, szukanie prezentów, stres – to wszystko sprawia, że często już nam się odechciewa przed rozpoczęciem.

Myślę, że świąteczne kolacje (tak, bo jest ich przecież najczęściej kilka) nie muszą nam przysparzać wrzodów na samą myśl o nich, jeśli odpowiednio wcześniej się przygotujemy. I bynajmniej, nie mam tu na myśli gotowania miesiąc wcześniej!

Dobry początek dnia

Przede wszystkim zacznijcie prawidłowo dzień. Pijcie dużo wody. Jeśli nie trzymacie się tradycyjnego poszczenia do kolacji (które stety-niestety nie jest zdrowym wyjściem), zjedzcie lżejsze śniadanie i drugie śniadanie.

Unikniecie w ten sposób zwiększenia poziomu „hormonu głodu” – greliny. Jej wysoki poziom sprawia, że zwiększa się apetyt, co w konsekwencji prowadzi do zjedzenia dużo większej ilości kalorii. Ilość greliny wzrasta m.in. podczas głodzenia się, spada natomiast w czasie 60-120 min po spożyciu posiłku. Tak więc nie zasiadajmy do kolacji wigilijnej jako do pierwszego posiłku – nie dość, że możemy mieć zwiększony apetyt, ale też większa szansa, że zwyczajnie rozboli nas od tego pusty od rana żołądek.

Święta to czas też drobnych przyjemności

Święta to nie czas restrykcyjnej diety

O ile nie jest to konsultowana, specjalistyczna dieta zdrowotna lub nie masz alergii czy nietolerancji – odpuście sobie. Nie tylko będzie ciężko wytrzymać w tych postanowieniach, siedząc przy suto zastawionym stole, a także może to wywołać niepotrzebną walkę z rodziną. Konsekwencje będą nieprzyjemne – będziecie niezadowoleni, sfrustrowani, zdenerwowani i pewnie głodni (o ile nie przygotowujecie kolacji sami).

Jednak to nie oznacza, że można popuścić pasa aż do porzygu. Liczy się umiar. Poza tym wieczór obżarstwa ciężkimi tłustymi potrawami może skończyć się dla boleśnie – ból brzucha przez pół nocy gwarantowany.

Jedz wszystko…

…ale małe porcje. Jeśli macie ochotę (lub trzymacie się tradycji), śmiało spróbujcie wszystkiego po trochu. Jedzcie to, na co macie ochotę, mając z tyłu głowy świadomość zdrowych zasad żywieniowych. Jeśli będziecie taka możliwość, jedzcie dużo warzyw.

I jak tu powiedzieć „nie”?

Albo się postawicie i zakończycie tym samym dyskusję, albo… No właśnie. Czy alternatywą musi być zgadzanie się na każdą dodatkową potrawę podsuwaną pod nos? Niekoniecznie. Jeśli Wasza rodzina patrzy na Was jak na ufoludka, gdy mówicie „nie, dziękuję” zastosujcie inną strategię.

Przede wszystkim nie wspominajcie o tym, że się odchudzacie – najczęściej powoduje to wielką dyskusję „a po co, a z czego, a przecież są Święta”.

Drugą sprawą jest chwalenie potraw znajdujących się na stole. Spróbowaliście jednego pieroga i odrobinę bigosu? Powiedzcie głośno, jak Wam smakowało. Nie tylko sprawicie przyjemność gospodarzom, ale też „zaistniejecie” przy stole. Ciocia Halinka nie będzie Wam wciskać kolejnej porcji ryby, gdy wyraźnie wcześniej usłyszy, że ją zjedliście (czasami samo hasło „dziękuję, już jadłem” nie działa. Może nasi dziadkowie i wujkowie wyczuwają jakiś podstęp? Bo tak naprawdę nie próbowaliśmy?).

Równocześnie możecie największych oponentów wyraźnie prosić o podanie poszczególnych półmisków. To również będzie wyraz Waszego zainteresowania tym, co jest na stole. Duża szansa, że magicznie pod talerz nie przywędrują inne dania, z hasłem „no weź Kasiuniu troszeczkę, tak mizernie wyglądasz”.

Trzecia sprawa – porcja. Jak już ustaliliśmy, lepiej mniejsze porcje, jeśli chcemy spróbować większej ilości potraw. Dla opornej rodziny lepiej będzie wyglądało, jak nałożycie sobie kilka różnych „małych porcji”, niż po kolei – jednego pieroga, tu dwa włoski bigosiku, pół kawałeczka ryby… Słyszycie już te głosy „no co Ty Kasiuniu nic nie jesz!”?

Dzięki takiemu zabiegowi łatwiej też będzie Wam potraktować to co jest na talerzu, jako cały posiłek na kolację. Podjadanie co chwila czegoś może doprowadzić do sytuacji, że zjecie dużo, dużo więcej niż zazwyczaj.

W Święta nie zapomnijmy o porządnym śniadaniu

Na świątecznym stole nie tylko bomby kaloryczne

Barszcz, czy inna zupa niezabielana śmietaną, czy mąką to niskokaloryczny, zapełniający brzuch posiłek. U mnie w rodzinie kolacje zaczyna się od ukochanej zupy grzybowej, na którą czekam cały rok. Zawsze babcia się pyta, kto i ile by sobie życzył i ile makaronu do tego (dużo dzieciaków, nie każde wszystko lubi, lepiej się zapytać niż wylać). Jeśli też macie taką możliwość, podejdźcie do gospodyni i poproście o zupę bez makaronu czy bez śmietany.

Wśród sałatek z majonezem i smażonych pierogów pewnie odnajdziecie jakąś rybkę. Nie bójcie się po nią sięgnąć. Jeśli uda się upolować pieczonego karpia, pstrąga czy rybę po grecku – super. Pieczenie zmniejszy kaloryczność potraw, a taki karp to i zdrowy, zawiera witaminy A, D oraz te z grupy B zarazem jest nie najgorszym źródłem omega-3 i omega-6.

Nastaw się pozytywnie

Nie zakładajcie z góry, że świąteczna kolacja zakończy się dla Was porażką. Przeciwnie, miejcie świadomość swojej siły! Tyle czasu Wam się udało, czemu teraz miałoby być inaczej? Może rodzina wcale nie będzie nic na siłę wciskać, a na stole znajdą się też mniej tłuste potrawy? Może wujek Stasiek postanowił przejść na dietę, więc ciocia Halinka na stół postawiła dietetyczne wersje popularnych dań?

Jeszcze lepiej, jeśli przygotowujecie kolację wigilijną lub przynosicie ze sobą jakąś potrawę. Sieć pęka w szwach od dietetycznych wersji wigilijnych potraw. Nie musicie z nich rezygnować, po prostu przygotujcie je w nieco mniej tłustej wersji!

Jeśli to Wasze pierwsze Święta, obawy są pewnie większe. Może być nieco trudniej, jednak to nie powinno zniechęcać Was do dalszego dbania o zdrowie. Nawet jeśli pójdzie gorzej niż zamierzaliście – trudno! Wzruszcie ramionami, zastanówcie się, kiedy co poszło źle i wyciągnijcie wnioski. Może w przyszłym roku poprosicie o ciasto na wynos, zamiast zajadać się nim po kolacji? Może na pasterkę pójdziecie pieszo, a następnego dnia rano pobiegać?

Przede wszystkim niech to Was nie zniechęca do dalszego działania. Po Świętach postarajcie się wrócić do dawnych zaleceń, broń Boże nie głodźcie się. Jeśli czujecie się ciężko, możecie jeść po prostu więcej warzywnych i lekkich posiłków.

Podpis

To jak, gotowi na Święta? Czy jednak się ich trochę obawiacie?



  • A masz jakieś rady dla ludzi mających dwie Wigilie? :p jednak mimo małych porcji, na dwóch kolacjach robi się dość spora :p nie wiem jak to przetrwam
    http://bit.ly/wilkewska

    • Dwie wigilie jednego wieczoru? :D No to widzę dobra zabawa! Niestety, albo ograniczać się z hasłem „zaraz idę na drugą”, albo potraktować jedno jako obiad, drugie jako kolację – zależy też trochę od rozłożenia godzin. Może akurat między jedną a drugą minie z 3-4, żeby potraktować jak osobne posiłki? W dzień wtedy należy jeść bardzo lekko i duuużo, dużo warzyw: jakieś sałatki, zupa krem z warzyw, warzywne koktajle.

      Możesz sobie zaparzać ziółka – na przykład mięta, melisa działają pobudzająco na trawienie. Ja lubię jeszcze rumianek i pokrzywę :)

      • Uroki wyjścia za mąż ;)
        Mam nadzieję, że się uda właśnie w większym odstępie czasu, ale to się okaże.
        O widzisz o tych ziołach nie wiedziałam, a też je lubię, więc na pewno skorzystam. Dzięki! :)