Jak jedzą dzieci w przedszkolu?

Jak jedzą dzieci w przedszkolu?

Przedszkolak. Taki mały człowiek. Jest wspaniałym odzwierciedleniem nawyków domowych, świetnym przykładem tego, jak można nauczyć się dobrze jeść. Chociaż często zabijamy ten potencjał, nie rozumiejąc go, bo tak wygodniej, bo dziecko „musi coś zjeść”, w większości przypadków (subiektywnie) dochodzę do wniosku, że da się to odwrócić. Jak jedzą dzieci w przedszkolu? To zależy. Czasem nie jedzą w ogóle. Czasem jedzą to, czego rodzice uważają, że nie lubią. Czasem jedzą dużo, czasem mało. Kilka rzeczy można u nich jednak zauważyć.

Niektórzy pewnie zaczną się zastanawiać – skąd to przedszkole? Czemu nagle przyszło mi do głowy, żeby pisać o przedszkolakach? Sprawa jest prosta – od jakiegoś czasu jestem „panią ciocią” wśród 25-cio osobowej gromadki cudownych smyków.

Ten tekst może być nieco subiektywny, miejcie tego świadomość. Natomiast pewne zachowania względem jedzenia, które zaobserwowałam u podopiecznych, powtarzają się. Przez przedszkole, w którym pracuję, przewinęło się przez wakacje sporo dzieci „na chwilę”, dzieci na wakacyjny dyżur (to prywatne przedszkole), więc grupa też była bardziej obszerna.

Dzieci w przedszkolu jedzą… niepewnie

Im młodsze tym ta niepewność wzrasta. Im mniej doświadczeń różnorodnego jedzenia, tym niepewność większa. Niepewność – mam tu na myśli poddawanie w wątpliwość tego, co znajduje się na ich talerzu. Dlatego ważne dla dziecka jest to, żeby jedzenie było zachęcające wizualnie – pozwala im to też na wyodrębnianie konkretnych elementów (produktów) obiadu. Jest to świetny trening mowy, nazewnictwa i klasyfikowania pokarmów. Nasze dzieci zazwyczaj mogą wybrać, z czym chcą na przykład kanapkę – i jest zasada, że dostaną z tym, co potrafią nazwać ;) Zaskakujące jest zarówno to, jak 4-latek wie co to hummus, jak i to, jak inny 4-latek nie potrafi powiedzieć, czym jest to czerwone, galaretowate coś na kanapce, które tak lubi (dżem). Starajmy się opowiadać dzieciom, co mają na talerzach, niech poznają różnorodność pokarmów.

…jak są głodne

Najładniej i najciszej jedzący przedszkolak to taki, który chce jeść – bo jest głodny. Najgorzej w przedszkolu jest ze śniadaniami, bo sporo dzieci je wcześniej w domu. Najlepiej idą podwieczorki, czasem też obiady, kiedy po szaleństwie trochę robi się miejsca w brzuchu. Regularność posiłków w przedszkolach jest świetną pomocą też dla Was, drodzy rodzice. Trzymajcie się tego, dzięki czemu dziecko nauczy się nie podjadać między posiłkami, jeść przy stole razem z Wami o określonych porach. A to oznacza brak biegania za dzieckiem żeby mu wcisnąć coś do jedzenia, brak rozregulowywania mechanizmów głodu i sytości (dziecko je, wtedy kiedy są posiłki, organizm przyzwyczaja się do tych pór i reaguje wtedy głodem), brak podjadania (u niektórych dzieci jest to nomen omen związane też z podjadaniem słodyczy…).

… próbując

Kiedyś uważałam, że dziecka nie można zmuszać do jedzenia (nie to żeby w moim myśleniu coś się zmieniło). Potem patrząc, jak dzieci jedzą suchy chleb z masłem stwierdziłam, że tak to one nie nauczą się innych smaków. I co począć? Świetnym rozwiązaniem wydaje się być nasza przedszkolna strategia umawiania się na gryzy/łyżki/widelce – inaczej: spróbowanie. Jeśli dziecko twierdzi, że czegoś „nie lubi” dostaje za zadanie tego najpierw spróbować. Również gdy twierdzi, że czegoś „nie chce już”, a widzimy, że zjadło mało – umawiamy się na kompromis i ustalamy ilość łyżek. Zazwyczaj dzieciaki znając te metody, same proponują, ile zjedzą. Same też miedzy sobą mówią, dlaczego czasem warto zjeść chociaż trochę czegoś (tu szczególnie warzyw i owoców, bo „są zdrowe”). Czasem umawiają się z nami na zjedzenie połowy porcji, czasem na zjedzenie tego, co lubią.

Ciężko polemizować ze stwierdzeniem „nie smakuje mi”. Nie wiem czy Wy też czujecie różnicę między „nie chcę”, „nie lubię”, a „nie smakuje mi”… To ostatnie, szczególnie poprzedzone faktycznym spróbowaniem sugeruje, że dziecko ma świadomość, że coś mu nie odpowiada smakowo. Za pierwszym może się kryć zarówno nie mam już ochoty, jestem najedzony, chcę coś innego, nie wiem, co to jest. Tak samo za drugim stwierdzeniem – nie lubię – mogą się kryć zarówno zasłyszane stwierdzenia rodzica (ona/on tego nie lubi), nieznajomość smaku pokarmu czy niewiedza, co się w tym posiłku znajduje. Trenujmy z dziećmi rozpoznawanie sygnałów dochodzących z ich organizmów – „a brzuszek jest już najedzony, czy dalej burczy z głodu?„.

Jak jedzą dzieci w przedszkolu?

…nowe rzeczy

Pewnie wielu rodziców złapałoby się za głowę z niedowierzania, gdyby zobaczyli, co jednak jedzą ich dzieci. Klasycznie można usłyszeć od rodziców „on/ona tego nie lubi”. Potem często dziecko to powtarza… ale do czasu! Przypomina mi się sytuacja chłopca wakacyjnego, który prawie nic nie jadł. Z początku umawianie się na „łyżki” na obiedzie nie przynosiło efektu – nie i koniec. Z czasem jednak udało nam się go przekonać, aby spróbował chociaż jednej łyżki. Dni mijały. Każda zupa przyjmowana z bólem pod hasłem „jednej łyżki”. Ale była zgoda. Któregoś dnia udało się nam jedną łyżkę zamienić na 5. Aż po dłuższym czasie, gdy chłopczyk się przekonał, że nie ma w tych zupach niczego złego, zjadał je sam i przychodził do nas z dumą pokazując pustą miskę :)

Wielu rodziców uważa, że jak dziecko raz powie „nie chcę” (szczególnie jak jest małe), to znaczy, że czegoś nie lubi. A to wcale być tak nie musi – dziecko przecież wiele pokarmów dopiero zaczyna poznawać. Ich konsystencję – wodnisty ogórek kontra mączny ziemniak, czy ostrość. Kiedy wiadomo, że dziecku coś faktycznie nie smakuje? Na przykład jak potrafi, konkretnie to opisać – tak jest w przypadku rzodkiewek, które dla niektórych naszych maluchów są „szczypiące w język” i dlatego ich nie lubią ;)

Nieznajomość czegoś nawet w dorosłych wzbudza nieufność. Dlatego im szybciej i więcej różnorodnych pokarmów (szczególnie warzyw i owoców) będziemy dziecku wprowadzać, rozmawiać o nich, smakować i wielokrotnie (w różnych formach) podawać, tym lepiej dla dziecka pod względem zdrowotnym i rozwojowym. Lepiej też dla nas – mniejsza walka o obiady.

…to co jedzą inni – szczególnie dorośli

– A co to jest to zielone? – pyta mnie jeden z podopiecznych, zaglądając na kanapkę.
– Sałata – odpowiada jego koleżanka.
– Dokładnie – dodaję – to jest sałata rukola.

W tym momencie każdy, kto podsłyszał tę wymianę zdań wykrzyknął „MOGĘ SPRÓBOWAĆ?”. I tak oto kończy się historia pokazująca, jak duży wpływ ma nasz „dorosły” talerz na dzieci. Szczególnie talerze rodziców lub innych osób, które są w danym momencie autorytetem.

Dlatego drodzy rodzice – uczcie dzieci przede wszystkim przykładem, a nie tylko słowem!

Przedszkolaki chętniej próbują coś, co robiły same

Zdarza się u nas wspólne gotowanie czy pieczenie. Efekt zawsze jest taki sam – wszyscy zaangażowani w proces powstawania posiłku próbują go (co innego czy cały zjadają :D). Warto czasem dać dziecku sobie pomóc, dzięki temu może być ono bardziej chętne do wypróbowania swojego dzieła.

Świetnie się też sprawdza możliwość wyboru. „Chcesz ogórka na kanapkę?” często nie działa, bo dzieci bywają nieprzyzwyczajone do warzyw i mówią automatycznie „nie” (a odpowiedź na to „i tak musisz zjeść” pokazuje, że nie szanujemy jego decyzji i wyboru, który przecież sami mu daliśmy!). Natomiast proponując „ogórka czy paprykę”, nie tylko pokazujemy małemu człowiekowi, że liczymy się z jego preferencjami i zdaniem, ale też „nakłaniamy” (na zasadzie pozornego wyboru :D) do jedzenia warzyw.

Jedzenie u dzieciaków to ocean informacji i różnorodnych sytuacji. Codziennie zmagamy się z czymś innym. Temat oczywiście nie jest wyczerpany i jeszcze do niego wrócę. A tymczasem trzymajcie się!

 

Podpis

 

 

 

Jak Wasze dzieci wsuwają – są jadkami czy niejadkami?
Może pamiętacie, jak to było z Wami?



  • Weronika Skowrońska

    Zawsze wszystko ładnie zjadałam 🍔 no może nie jadłam warzyw, ale tego nauczyłam się podczas szkolnych obiadów na stołówce