Jem mało, dlaczego nie chudnę?

Kasia ma lat 40, dwójkę wspaniałych dzieci oraz zapracowanego, ale kochającego męża. Kasia pracuje w biurze, standardowo 8h dziennie. Pół godziny dojeżdża do pracy. Kasia ma 170 cm wzrostu i waży 85 kg. Niespecjalnie podoba się sobie, więc postanowiła schudnąć. Jem mało, dlaczego nie chudnę? – żali się. Poznajcie historię Kasi. 

Kim jest Kasia?

Kasia prowadzi siedzący tryb życia. W pracy dużo czasu spędza przed komputerem. Jej aktywność ogranicza się do robienia zakupów dla rodziny oraz niedzielnych, popołudniowych spacerów w pobliskim parku. Kasia ma niestety nadwagę – wszystko zaczęło się po drugiej ciąży i z roku na rok kilogramów przybywa. Jej BMI wynosi 29,5 i jest to już górna granica obszaru nadwagi. Kasia za kilka lat będzie otyła, a wraz z otyłością będą jej groziły choroby sercowo-naczyniowe, cukrzyca, zwyrodnienia stawów.

Kasia nie lubi swojego wyglądu. Jest świadoma, że waży za dużo. Wie, że jeśli nie schudnie, będzie miała niedługo poważne problemy zdrowotne. Czuje, że szybko się męczy, nawet przy zwykłym, niedzielnym spacerze. Po pierwszej ciąży udało jej zrzucić większość dodatkowych kilogramów. Po drugiej ciąży postanowiła wrócić do sylwetki z czasów studiów.

Jaki plan odchudzający zastosowała Kasia?

Aby zrealizować swoje postanowienie, Kasia postanowiła po prostu mniej jeść. Przeczytała również, że powinna wprowadzić więcej warzyw i owoców do swojej diety, co również uczyniła. Kasia jada trzy posiłki dziennie -rano śniadanie, przekąskę w pracy i obiadokolację z rodziną. Wieczorem dokucza jej głód, ale stara się być silna i nie jeść po 18:00.

Kasia często nie ma siły. Rano boli ją głowa i jest zmęczona, pomimo wysypiania się. Pogorszył jej się wzrok, zaczęły wypadać włosy i łamać się paznokcie. Zauważyła, że skóra jest już bez plasku i pojawiły się liczne zmarszczki. Kasia wie, że najmłodsza już nie jest i nie ma co się spodziewać, że będzie wyglądała jak bóstwo. Po cichu jednak trochę zazdrości swojej kuzynce Ani, która w jej wieku wygląda jakby była spokojnie przed trzydziestką.

Pomimo założeń, waga Kasi nie spada. W krótkich okresach ważenia była względnie stała, jednak w kilkuletniej perspektywie widać, że wzrosła.

Dlaczego Kasia nie chudnie?

Pewnie wielu z Was pomyśli: pewnie problemy z tarczycą. Nie, Kasia tarczycę ma zdrową, wyniki w normie. No to może… Kasia jada fast-foody. Chociaż dieta Kasi odbiega od zdrowych standardów, to nie jada w McDonald’sie. Czasem nawet jada sałatki. Kasia ma poważną chorobę genetyczną! Kasia jest względnie zdrową osobą, nie trapią ją żadne poważne choroby. Na pewno ma pasożyty! Albo przerost Candida albicans! Nie, Kasi nie zamieszkują dodatkowe osobniki oprócz tych potrzebnych jej organizmowi.

No więc o co chodzi? Trochę Wam podpowiem.

Jak wygląda codzienny jadłospis Kasi?

No więc znaleźliśmy głównego winowajcę – dietę Kasi. Można by rzec – ale jak to, Kasia przecież wprowadziła warzywa, owoce do swojej diety i zaczęła ograniczać ilość jedzenia, czemu tyje? Przynajmniej tak twierdzi Kasia. A jeśli byśmy dokładnie przeanalizowali jadłospis Kasi?

 

Przykładowy jadłospis Kasi

Wygląda całkiem sensownie. Kasia nawet nie panieruje mięsa, bo wie, że jest to niezdrowe.

Więc w czym problem?

Kasia ma 40 lat, waży 85 kg i mierzy 170 cm. Jej Podstawowa Przemiana Materii (PPM), czyli ilość kalorii potrzebna do prawidłowego funkcjonowania organów wynosi około 1550 kcal. Kasia może nie ćwiczy, ale jednak chodzi po zakupy, sprząta w domu, bawi się z dziećmi. W związku z tym jej Całkowita Przemiana Materii (CPM), czyli ilość kalorii potrzebna do takiej normalnej, dziennej aktywności, wynosi około 2200 kcal. Jeśli tyle Kasia by jadła – ani by nie chudła, ani by nie tyła.

Przy podanym jadłospisie, Kasia zjadałaby około 1420 kcal. Jest to za mało, żeby organizm mógł się w pełni odżywić. Kasia cierpi na bóle głowy i jest zmęczona, bo nie dostarcza odpowiedniej ilości energii.

Co najważniejsze, Kasia jest po prostu głodna, a jeśli jest głodna, to je. Małe przekąski, zapewnia. Czyżby? Przekonajmy się, po co sięga, jak dopada ją głód.

O czym Kasia nam nie mówi?

Przede wszystkim Kasia słodzi kawę i herbatę – po dwie łyżeczki cukru, na napój. To dodatkowe 81 kcal.

Kasia musi coś pić, a woda jej nie smakuje. Sięga po sok pomarańczowy – dawno odstawiła colę, w końcu jest niezdrowa i kaloryczna. Popija go podczas pracy, zazwyczaj wieczorem kończy litrowy kartonik. W ten sposób wypija dodatkowe 450 kcal. 

Kasa w pracy lubi mieć coś pod ręką do jedzenia. Zdecydowała się na rodzynki, aby uniknąć słodyczy. W ten sposób w ciągu pracy zjada stugramowe opakowanie rodzynek – dodatkowe 277 kcal.

Po pracy Kasia jest głodna – cóż się dziwić, zjadła tylko drożdżówkę i paczkę rodzynek. Wracając do domu, gdy wstępuje po zakupy, kupuje swoją ulubioną bagietkę z masłem czosnkowym (557 kcal!), często też małego Snickersa (260 kcal).

Kasia łącznie zjada nieświadomie 3050 kcal dziennie.

1420 kcal z jadłospisu + 81 kcal + 450 kcal +277 kcal + 557 kcal + 260 kcal.

To o około 850 kcal więcej, niż powinna. Zasada jest prosta: jemy za dużo kalorii – tyjemy. Za mało – chudniemy. Oczywiście 50 kcal więcej nie uczyni z nas wielorybów, ale prawie tysiąc – na dłuższą metę owszem.

Do tego Kasia je wątpliwej jakości jedzenie – bardzo mało warzyw, strączków, za to niepotrzebne tłuszcze trans (z drożdżówki i bagietki), dużo cukru (słodzona herbata, kawa, batony, rodzynki, sok). Nawet jeśli raz w tygodniu Kasia zje sałatkę, to i tak zawartość witamin i mikroelementów w jej diecie nie jest wystarczająca – stąd pogarsza jej się stan włosów i paznokci, jest zmęczona i bez energii, skóra się szybciej starzeje, wzrok psuje.

Ilość jak i jakość jest ważna

Co dalej będzie z Kasią?

Są dwa scenariusze. Albo zmieni nawyki żywieniowe, albo będzie w nich trwała. Kasia dużo by zyskała z wizyty u dietetyka, który pokazałby jej, jakie błędy popełnia i jak je może naprawić. Z drugiej strony możne trwać przy błędnym przekonaniu, że jedzenie mało to klucz do odchudzania. Przyjmuje się, że aby schudnąć (lub przytyć) 1 kg, należy odjąć (lub dodać) 7000 kcal. Przybliżę Wam obydwa scenariusze.

Kasia trzyma się dalej swojego przekonania, o słuszności jedzenia małych ilości

Kasia dalej układa sobie plan posiłków w ten sam sposób. Ciągle chodzi głodna, więc ciągle coś podjada. Chociaż zrezygnowała z batonów i słodzenia, to i tak zjada dziennie około 2700 kcal, czyli o 500 kcal więcej niż powinna. Tygodniowo przybiera 0,5 kg. Miesięcznie 2 kg. Po roku Kasia waży 109 kg i jest otyła. Ciężko jej chodzić na spacery, bo szybko dostaje zadyszki. Nabawiła się cukrzycy i ma podwyższone ryzyko zawału.

Kasia udaje się do specjalisty i zaczyna jeść odpowiednio

Dietetyk układa Kasi dietę. Jej zapotrzebowanie wynosi 2200 kcal, więc układa dietę na poziomie 1700 kcal. Kasia dziennie zjada o 500 kcal mniej, jednak nie przekracza krytycznej wartości, jaką jest PPM, więc organizm może się odżywić. Kasia chudnie 0,5 kg tygodniowo, czyli 2 kg miesięcznie. Zwiększona ilość warzyw, strączków i produktów pełnoziarnistych sprawia, że Kasia ma więcej energii, nie chodzi ciągle głodna, a spadek wagi ją motywuje i mobilizuje do dalszej pracy. Po dwóch miesiącach konsultacji z dietetykiem Kasia jest chudsza o 4 kg, rozumie, na czym polega zdrowe odżywianie i zajmuje się swoim jadłospisem sama. Postanawia zacząć ćwiczyć. Po roku Kasia przegląda się w lustrze i widzi nową siebie – waży 61 kg, odmłodniała, ma więcej energii, wzmocniły jej się włosy i paznokcie. Zdrowe odżywianie towarzyszy nie tylko Kasi, ale też jej mężowi i dzieciom. Razem z mężem 3 razy w tygodniu chodzą biegać, latem całą rodziną jeżdżą na rowerach.

Wielu z nas jest taką Kasią

Gdzie Kasia popełniła błąd? Przede wszystkim nie miała świadomości, ile tak naprawdę je. Nie usiadła nigdy i nie zapisała każdej przekąski, którą spożywa. Nie sprawdziła ile produkty, które je mają kalorii. Tkwiła w przeświadczeniu, że aby schudnąć, trzeba jeść mało. Kasia nie jadła dużo – objętościowo. Jednak kalorycznie jadła duża za dużo niż powinna.

Kasia na szczęście jest postacią fikcyjną. Chociaż, czy aby na pewno? Wydaje mi się, że wielu z nas jest taką Kasią przekonaną, że przecież je jak ptaszek, bo to tylko dwie kanapki, drożdżówka i obiad. Po 18:00 zero jedzenia – niby, bo głód trochę ściska, więc co jakiś czas zagląda do lodówki – plasterek sera, szklanka mleka, a to parówka.

Błędne jest również przekonanie, że kalorie nie mają znaczenia. Niestety mają i choć daleka jestem od sztywnego liczenia każdej kalorii, trzeba mieć świadomość, ile się je. Szczególnie, jeśli ktoś odchudza się na własną rękę. Dietetyk ułoży tak jadłospis, że człowiek później mniej więcej pamięta objętościowo, jakie są dla niego prawidłowe porcje. Tak też powinniśmy się uczyć, gdy sami układamy sobie jadłospisy – kilka pierwszych powinno być wyliczonych.

Nie bez znaczenia jest również jakość jedzenia. Kasia owszem, mogłaby jeść tylko to, co sobie zaplanowała (na pokazowym jadłospisie), nawet jeśli miałby on odpowiednią ilość kalorii. Jednak mała ilość warzyw, strączków, orzechów, ryb i produktów pełnoziarnistych sprawiłaby, że byłaby ona ciągle głodna. Prawdopodobnie coś by podjadała. Może by i schudła, ale kosztem samopoczucia, zmęczenia, braku energii, kosztem zdrowia.

Jeśli chcemy schudnąć, musimy pogodzić się z jedzeniem. Mieć świadomość, że ważna jest zarówno ilość, jak i jakość. Nie bać się sprawdzania kaloryczności, ale też nie stosować tego jako jedyny wyznacznik powodzenia w redukcji wagi.

Nie bądź jak Kasia. Odchudzaj się mądrze.

Podpis

 

 

A Wy macie jakieś doświadczenia podobne do Kasi?