Dieta rozdzielna – czy jest na to jakiś dowód?

Dieta rozdzielna. Sposób na smukłą sylwetkę, szybkie czy „bezbolesne” odchudzanie. Czy to w ogóle ma sens i powinniśmy sobie zawracać nią głowę? Czy niełączenie pewnych grup produktów ma jakiś wpływ na nasz organizm? Czy faktycznie nasz układ trawienny nie jest w stanie sobie poradzić z przerobieniem białka i węglowodanów jednocześnie?

Ogólnie nie ma „jednej” diety rozdzielnej, bo co ktoś nie postanowi się nad nią pochylić, tworzy jej nową „wersję”. I tak doczekaliśmy się diety Diamondów, Haya, Andersona. Czasami do diet niełączeniowych zalicza się też popularną dietę Montignaca, która dzieli produkty pod kątem indeksu glikemicznego (wysoki lub niski IG) – tam nie powinno się łączyć produktów węglowodanowych o wysokim IG z tłuszczami. Ja chciałabym się skupić na pierwszej grupie diet, w których produkty podzielone są na grupy: białkowe, węglowodanowe i neutralne — poszczególnych grup nie powinno lub właśnie powinno się łączyć.

O co tu chodzi?

Założenie diety jest pozornie proste: nie możemy łączyć produktów białkowych z węglowodanowymi. Dlaczego? A bo te produkty są trawione w zupełnie inny sposób (och, serio?). Organizm, kiedy musi na raz je strawić, nie daje rady (biedny, obciążony układ trawienny!). No cóż, nie mogę się z tym nie zgodzić — oczywiście, że białka, tłuszcze i węglowodany są trawione w kompletnie inny sposób. Znaczy, założenie jest takie samo: enzymy trawiące rozbijają duże łańcuchy na małe cząsteczki, które następnie są wchłaniane przez organizm. Różnica polega na tym, że każdą grupę trawią inne enzymy i w innych miejscach układu pokarmowego.

Trochę biologii

Żeby tak nie być gołosłowną, przeanalizujmy w podstawowy sposób mechanizm trawienia:

  • Białka — są trawione tak długo, aż otrzymamy z nich aminokwasy. Wyobraźcie sobie perłę. To jest podstawowa jednostka każdej grupy, w tym przypadku taką pojedynczą perłą będzie aminokwas. Taka perełka może się znaleźć na sznurze, wtedy taki naszyjnik nazywany jest peptydem. Duża ilość peptydów, na przykład sznury pereł powieszone na stojaku — to będzie białko.Trawienie białka zaczyna się w żołądku — tam, za pomocą pepsyny białka rozbijane są na polipeptydy. Przesuwają się one następnie do dwunastnicy i jelita cienkiego, gdzie znowu na mniejsze cząsteczki rozbija je trypsyna, chymotrypsyna i peptydaza. Z polipeptydów robią nam się peptydy (poli- oznacza „wiele”), peptydazy ładnie pasują do peptydów, więc ławo zapamiętać, że to one na nie działają i rozbijają je tak długo, aż z długich łańcuchów powstaną pojedyncze aminokwasy. I w jelicie cienkim są one wchłaniane do organizmu.
  • Węglowodany — czyli inaczej cukry. Pamiętacie białkową perłę, czyli aminokwas? W węglowodanach taką podstawową częścią jest glukoza, fruktoza (od owoców) i galaktoza (od mleka). Trawienie węglowodanów zaczyna się już w jamie ustnej. To tam, w naszej buzi, dzięki amylazie ślinowej skrobia rozbijana jest na dekstryny i maltozę. Następnie taki pokarm wędruje przez żołądek do dwunastnicy, gdzie pod wpływem amylazy trzustkowej rozbijany jest na mniejsze cząstki, aż dochodzi do jelita cienkiego, gdzie każdy substrat ma swój niemal identyczny w nazwie enzym (tak na przykład laktaza-enzym działa na laktozę-cukier i rozbija go na glukozę i galaktozę) i w jelicie cienkim najmniejsze cząsteczki są wchłaniane.
  • Tłuszcze — najpierw emulgowane, rozbijane na mniejsze kropelki przez żółć, trawione w dwunastnicy pod wpływem lipazy (lipaza-enzym trawi lipidy, czyli tłuszcze, logiczne, nie?), rozbijane są na glicerol i kwasy tłuszczowe, no i oczywiście w jelicie cienkim wchłaniane.

Tak jak widzicie, każdy produkt ma odpowiedni zestaw enzymów, który na nie działa. Nie ma czegoś takiego, że jak jeden enzym działa, to drugi musi poczekać. Produkty są trawione też w różnych miejscach, cały proces od wieki wieków funkcjonował normalnie. Skąd pomysł, że przystosowany to tego organizm miałby mieć jakieś problemy?

Dieta rozdzielna zakłada rozdzielanie produktów

Podzielone produkty są… mieszane?

Gdy dokładniej wczytałam się w „zalecenia” diety rozdzielnej, ujrzałam pewną sprzeczność. Są trzy grupy w diecie: węglowodanowa, białkowa i neutralna. Co wchodzi w ich skład? Białka: mięso, ryby i owoce morza, jajka, soja, mleko. Węglowodany to pieczywo, makaron, kasze, ziemniaki, owoce. Produkty neutralne: tłuszcze, warzywa, zioła, kwaśne: śmietana, mleko i kefir, maślanka, kiełki, czosnek, grzyby.

I ja się teraz zapytam: jakie ma to uzasadnienie? Przecież kwaśne mleko, śmietana czy kefir to dalej produkty wysokobiałkowe — co po fermentacji się w nich zmieniło? Warzywa są w końcu węglowodanami, choćbyśmy na siłę chcieli je przydzielić do innej grupy. Skoro nie można łączyć białka z węglowodanami, bo enzymy nie dadzą rady, to jak potraktować kasze, które posiadają w sobie zarówno białka (roślinne), jak i węglowodany? Przecież enzymy trawiące nie działają na zasadzie „o, teraz produkt z małą ilością białka, to nie musimy interweniować!”.

Jak widzicie, to założenie kompletnie nie ma sensu.

Nie ma naukowego potwierdzenia, że dieta rozdzielna działa

No i to powinno Wam w pamięci utkwić. Nie ma żadnego naukowego potwierdzenia, że jakiekolwiek niełączenie takich grup pokarmów miałoby wpływać korzystnie na nasze zdrowie. Ba, chcąc prawidłowo stosować dietę rozdzielną, często możemy doprowadzać do sytuacji, w której przestajemy pewne produkty w ogóle spożywać. A tym sposobem łatwa droga do niedoborów.

Każdy z nas jest inny i tak jak niektórym pewne połączenia nie będę służyć i będą się po nich źle czuć, tak innym mogą zupełnie nie przeszkadzać. Jednak indywidualne preferencje nie powinny być podstawą do tworzenia ogólnych zaleceń. 

Nie jestem z tych, którzy nie wierzą medycynie i nauce, a przy każdym możliwym momencie doszukują się teorii spiskowych. Wierzę w to, co podają ogólnopolskie czy międzynarodowe organizacje ustalające pewne normy. Może są one bardzo ogólne, ale przede wszystkim nie opierają się na modzie, a na wieloletnich badaniach. Czasem są niepostępowe, ale pamiętajcie, że muszą najpierw sprawdzić pewne doniesienia w wieloraki sposób, zanim ogłoszą „werdykt”. A takie organizacje zachęcają do przede wszystkim, różnorodności, która dostarczy nam w naturalny sposób wszystkich niezbędnych składników odżywczych.

Jedzmy rożne rzeczy i takie, które nam służą!

No dobra, ale Jadzia na tej diecie schudła i czuje się o niebo lepiej!

No właśnie, co z tymi, którzy stosując taką dietę nie tylko schudli, ale też cieszą się dobrym zdrowiem? Trzeba przeanalizować dodatkowe założenia diety, które mówią, że należy zrezygnować z: cukru, fast foodów, białego  pieczywa, czerwonego mięsa, słodkich napojów gazowanych, alkoholu, mocnej kawy i herbaty. Widzicie zależność? Czy te zalecenia różnią się czymś od tych, które podaje chociażby WHO, w wytycznych zdrowej diety? Każdy, kto te produkty odstawi lub ograniczy, będzie czuł się lepiej. Tylko czy trzeba do tego dokładać dziwne teorie?

Sama w sobie dieta jest dość trudna wbrew pozorom. Trzeba pilnować dokładnie, jaki produkt pochodzi z jakiej grupy, wiele dań jest przez to dla nas niedostępnych, albo wymaga dłuższego myślenia i kombinowania, co i jak zamienić. Dodatkowo bardzo często założeniem tej diety jest niska ilość kalorii, najczęściej na poziomie 1000 kcal. Czym może skutkować taka dieta, pisałam już wcześniej.

Nie daj sobie wmówić…

… że dieta rozdzielna lub jakakolwiek inna pokrętna dieta, będzie lepsza od zdrowego rozsądku i stosowania się do podstawowych zasad zdrowego odżywiania. Nie chodzi tylko o aspekt biologiczny czy żywieniowy, ale też psychologiczny. Jak kończą osoby na dietach o restrykcyjnych zasadach? Może i chudną, ale jakim efektem? Czy w życiu chodzi tylko o zrzucenie tych nieszczęsnych 3 kg, tracąc energię, zdrowie, a zyskując frustrację, efekt jojo i przekonanie, że jest się do dupy, bo znowu nam nie wyszło?

O (nie)zdrowych dietach postanowiłam pisać częściej, bo w większości będzie to tylko obalanie mitów :D Także piszcie w komentarzach, o jakiej diecie chcielibyście niedługo przeczytać!

Podpis

 

 

Stosowaliście kiedyś dietę rozdzielną? Co o niej sądzicie?