Dieta 1000 kcal – czy warto ją stosować?

Pisanie na temat diety 1000 kcal odkładałam długo w czasie. Stwierdziłam, że już tak powszechnie wiadomo, co idzie z nią w parze, że nikt nie będzie czytał moich wypocin. Pierwszą inspiracją do tego, żeby coś naskrobać była chęć podzielenia się moją przygodą z dietetykiem (sic!), jako przestroga dla innych. Zasiadłam sobie przed komputerem z kubkiem herbaty, w celu poczytania cóż Internet ma mi ciekawego do powiedzenia na ten temat (żeby dziesiąty raz nie pisać tego samego). Po minucie buszowania po stronach Google (ktoś się zapuszcza dalej niż na drugą?) prawie naplułam do herbaty.

Z szoku. Zdziwienia. Niedowierzania.
Nie tego się spodziewałam. Wręcz oczekiwałam innych treści. Cóż się ukazało moim oczom?

Dieta 1000 kalorii w praktyce MENU (ZASADY + JADŁOSPIS)

Dieta 1000 kalorii jadłospis na CAŁY TYDZIEŃ

Dieta 1000 kalorii: co można jeść. Dieta 1000 … – PoradnikZdrowie.plCzujecie to? Poradnik zdrowie?

Dieta 1000 kcal. Jak wygląda zdrowa dieta 1000 kalorii? Tu mamy przykład zabawnego oksymoronu… Zdrowa dieta 1000 kcal, a to się ubawiłam.

Mamy XXI wiek, co poszło nie tak?

Chyba już znacie moje stanowisko na ten temat. Niemniej, pozwolę sobie je jeszcze bardziej Wam przybliżyć, żebyście pod koniec potrafili odpowiedzieć na pytanie: dlaczego nie?

Dlaczego tyle wpisów propagujących tak niskokaloryczną dietę? Ze względu na bardzo szybkie efekty (które notabene ani nie są długotrwałe, ani zdrowe)? Czy może jej łatwość (próbowaliście zjeść nagle połowę mniej i nie być głodnym)? Czy jaki jest inny powód?

Żeby chudnąć trzeba jeść

Dieta 1000 kcal – dla tych, co chcą szybko schudnąć…

Z tym mogę się zgodzić. Dieta niskokaloryczna przynosi dość szybkie rezultaty. Ale! Każdy jadłospis na mniejszą kaloryczność, niż nasze dzienne zapotrzebowanie (to zawierające podstawową przemianę materii, jak i różne dzienne aktywności) będzie powodował chudnięcie. Więc czy warto stosować tak destrukcyjną dietę?

Kiedyś próbowałam wyliczyć, dla jakiej osoby 1000 kcal byłoby tą minimalną ilością potrzebną do prawidłowego funkcjonowania.

Wyszło mi, że nawet 45-letnia kobieta (w tym wieku zapotrzebowanie kalorycznie nieco spada), o wzroście 150 cm i wadze piórkowej 50 kg… Nie miałaby tak niskiej podstawowej przemiany materii (czyli tej niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania narządów).

Nawet 5 cm niższa i 5 kg chudsza miałaby to podstawowe zapotrzebowanie na poziomie 1150 kcal. Bez jakiekolwiek aktywności, rzecz jasna, a przecież dieta 1000 kcal tą aktywność uwzględnia. Ja się pytam: jakim cudem miałoby to być wystarczające dla kogokolwiek?

…osiągnąć zdrowie…

Dlaczego taka dieta i zdrowie nie idą w parze? Jedzenie powinno nam dawać energię. Kiedy z pożywieniem nie dostarczamy odpowiedniej ilości kalorii – odpowiedniej, chociaż do prawidłowego funkcjonowania naszych narządów, to jak możemy mówić o energii do jakiegokolwiek „życia”?

Jakie są konsekwencje spożywania za małej ilości kalorii? Mówiąc bardziej drastycznie: głodzenia swojego organizmu? Powolne wyłączanie tych aspektów, które nie są dla organizmu niezbędne do przetrwania.

  • Zaczyna się robić zimno – przecież ogrzanie ciała to sprawa drugorzędna, kiedy mózg domaga się pożywienia. W końcu mamy go tak mało do rozdysponowania (tego pożywienia, nie mózgu :D), że coś musi odpaść.
  • Zaczynają wypadać włosy, łamać się paznokcie, skóra szarzeje – w walce o przetrwanie – a tak właśnie odczuwa to organizm, to są najmniej ważne elementy. Czy ktoś umarł od nieposiadania włosów? Albo paznokci?
  • Za mało kalorii = za mało jedzenia, czyli niewystarczająca ilość witamin i mikroskładników. Po prostu niedobory. Jeśli zaś chodzi o niedobory witamin, to chyba żadnym odkrywcą nie będę, mówiąc że potrafią mieć tragiczne skutki. Jakie? Sucha skóra, osłabienie wzroku, osłabienie pamięci i koncentracji, rozrzedzenie masy kostnej (podatność na złamania i wykrzywiania), poronienia, zaburzenia płodności, osłabienie mięśni, łatwość powstawania krwotoków, skurcze, drętwienie kończyn, biegunka, nadwrażliwość, depresja… Ej, czekajcie, jestem dopiero w połowie!
  • Spadek odporności — niewystarczająca ilość białek, tłuszczu i węglowodanów, czyli brak fundamentów do tworzenia nowych przeciwciał. Przeciwciało to białko, a naprawdę, przy niedożywieniu organizm będzie miał w nosie, żeby je wytwarzać – w końcu musi te śladowe ilości jedzenia wykorzystać do tego, żeby nie paść trupem.
  • Zmniejszenie masy mięśniowej – zbyt niska podaż kalorii sprawia, że organizm musi sobie jakoś radzić. Z tego powodu podczas takich głodówek zwiększa się ilość procesów glukoneogenezy, czyli przekształcania aminokwasów (białek) czy glicerolu w glukozę. Brakuje podstawowego paliwa, więc wykorzystywane jest ono nie tylko z tkanki tłuszczowej, ale też mięśniowej, Zbyt niska podać kalorii sprawia, że nie jesteśmy w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości makroskładników, koło się zmyka – tkanka mięśniowa nie ma jak być odbudowywana.

…bez rygorystycznej diety…

Tutaj uderzę w waszą wyobraźnię. Obecnie jecie pewnie około 2000 kcal. Względnie pewnie chodzicie najedzeni, ale czasem jak nie zdążycie przygotować posiłku na czas, trochę burczy w brzuchu. Teraz wyobraźcie sobie, że do dyspozycji macie dwa razy mniej jedzenia. Mówiąc bardzo ogólnikowo, tak by to mniej więcej wyglądało. Jeśli Wasz organizm potrzebuje tych 500 kcal więcej, myślicie, że nie odczuje ich braku?

…i cieszyć się smukłą sylwetką na dłużej!

Fakt, siły nie ma, żeby nie schudnąć (z wieloma skutkami ubocznymi), jednak problem zaczyna być z utrzymaniem wagi. Mechanizm chudnięcia jest prosty – jesz mniej kalorii, niż potrzebujesz w ciągu dnia (ale tych podstawowych i dodatkowych z aktywności fizycznej!), kilogramy spadają. Jesz tyle, ile potrzebujesz – waga jest w normie. Jesz za dużo – tyjesz.

Banał.

Teraz będąc na tak niskokalorycznej diecie, organizm się do niej przyzwyczaja – no bo co ma zrobić? Jakoś radzić sobie trzeba. To 1000 kcal staje się taką podstawową ilością dla organizmu. A Tobie wypadają włosy, czujesz się paskudnie, nic się nie chce, jest zimno i generalnie „deprecha”. W końcu dobiłaś do swojego wymarzonego rozmiaru 34 – tak! Jest sukces! Można porzucić dietę! No i rzucasz. Raz na zawsze. Z 1000 kcal robi się nagle 1500 kcal, a za chwilę potrzebne 2000 kcal do normalnego dla Ciebie życia.

Tak ubogokaloryczna dieta często jest też monotonna i niesmaczna - gdzie tu miejsce na przyjemności?

Efekt?

1000 kcal nadwyżki dla organizmu. Kryzys się skończył, organizm może uzupełnić wykorzystane zapasy – bo przecież zaraz znowu może być okres „głodu i niedożywienia”. Domyślacie się, jakie są tego konsekwencje? No właśnie.

Dochodzi do tego też aspekt psychologiczny – przez okres odchudzania na pewno odmawiałaś sobie wielu rzeczy, zostawiane zostały „na później” – a to ulubiona czekolada, a to torcik, o, zbliżają się urodziny, można iść na pizzę… I mimo że nie mam nic do torciku, a tym bardziej do czekolady (a skądże!) czy pizzy – po odchudzaniu często trzyma nas psychologiczny głód, któremu dajemy później upust. I jemy często jeszcze więcej kalorii niż przed „odchudzaniem”.

Dlatego proszę, błagam – odchudzajcie się z głową. Przeżyłam taką dietę, można powiedzieć, że na własne życzenie (choć dowiedziałam się po fakcie), naprawdę, zero radości z jedzenia. Efekt jest, ale co z tego, jak potem kilogramy wracają ze zdwojoną siłą? Kto ma takie pokłady samokontroli, żeby nie jeść przyjemnych rzeczy przez resztę życia? Nie wyjść ze znajomymi, bo będzie jedzenie i będzie ono wysokokaloryczne? Przy takiej obniżce każde 100 kcal może niebezpiecznie zadrżeć przy naszym już-prawie-płaskim brzuchu. Dobrze odżywiony organizm nie magazynuje nic na „czarną chwilę”, spala nadwyżkę, bo dostaje wystarczająco kalorii, żeby obdarować każdą komórkę — takiemu niestraszne wyjście na pizzę i piwo.

Jest prosty sposób aby schudnąć i cieszyć się szczupłą sylwetką i nie musi wyglądać w ten sposób. Zacznijcie od prostych kroków, Zdrowych Nawyków. Włączcie je do swojego życia, a już zauważycie poprawę. Napisałam nawet jak konkretnie ułatwić sobie ich wprowadzanie. Do dyspozycji macie też szereg aplikacji dietetycznych, które pomogą Wam się trzymać założeń.

Jeśli nie dajecie rady sami, przemyślcie pójście do specjalisty. Pomimo moich początkowych złych doświadczeń, spotkałam w końcu osobę, która rzetelnie podeszła do tematu i pomogła mi wyjść z nadmiernego deficytu. Obecnie dietetycy oferują tak rozmaite usługi, że każdy powinien być zadowolony.

Dzisiaj zostawiam Was z refleksją na temat tak rygorystycznej próby poradzenia sobie ze zbędnymi kilogramami. Jeśli macie doświadczenia z tą dietą, dajcie znać w komentarzu!